JAK ZACHĘCIĆ DZIECI DO TUPTANIA?

Macie ochotę pojechać na wędrowne wakacje, wakacje drogi, wakacje z plecakiem, wakacje ze zwiedzaniem? Zastanawiacie się czy Wasze dzieci dadzą radę? Jak zachęcić dzieci do tuptania? Do wielu godzin dreptania po mieście, górach, do zaglądania w ciekawe miejsca? Co zrobić, żeby pokonane kilometry stały się dla naszych pociech sukcesem i przygodą?

Mam kilka pomysłów, które sprawdziłam, przetestowałam i które zadziałały. Są zapewne dedykowane do dzieci szkolnych, bo z przedszkolnymi podróże wyglądają troszkę inaczej. Ale to te szkolne czasy, smartfony, koleżanki, koledzy stają się wyzwaniem dla dzisiejszych rodziców.

„MARCHEWKA”

Zazwyczaj planując wyprawę przygotowujemy się do niej dokładnie. Sprawdzamy gdzie i co warto zobaczyć, ile postoimy w kolejkach, jaki lot, jakie noclegi, w której dzielnicy śpimy, co można  a czego nie itp. Czym bliżej wyjazdu tym większa jest nasza wiedza o miejscach, które zobaczymy i tym bardziej nie możemy się tego wyjazdu doczekać. Tak powinno być także z dziećmi. Nie wysyłajmy je tak po prostu w nieznane, ale pozwólmy im uczestniczyć w przygotowaniach. Pokażmy im gdzie będą, co zobaczą, gdzie będą spały, czym będą podróżowały, co będzie ciekawe, a co warto zobaczyć chociaż jest dziwne. Pozwólmy im planować z nami. Taki czynny udział w organizowaniu, przyda się nam w kolejnym punkcie o samodzielnym podróżniku.

Nie pokazujmy na tym etapie trzydziestu muzeów, stu kościołów, i pięćdziesięciu pomników. To nie będzie interesujące dla młodych ludzi. Interesujące będą takie elementy, które z naszego punktu widzenia, nie wydadzą się czasami konieczne do zwiedzania. Pokażmy więc, to co będzie ciekawe dla nich. Dajmy im tą przysłowiową „marchewkę”.

Lecimy do Lizbony czy Porto – proponuję świetne oceanarium z rekinami, nurkiem karmiącym płaszczki, ośmiornicą i pingwinami. Czy park, w którym małe żółwie spacerują przy stawie. Trzeba będzie później dojechać do tego parku, najlepiej tramwajem nr 28. 😉 W Porto biblioteka z Harrego Potera – miejsce magiczne, tak, jak sklep z różdżkami.

Jedziemy w Polskę, na wieś? – Pokażmy im gniazda z małymi bocianami, farmę bizonów czy zwyczajnie zaproponujmy nawet krótki ale spływ kajakami.

Dania – tu prosto. Mamy do dyspozycji Legoland czy Tivoli. To na pewno będzie interesowało dzieci. Baśń o małej syrence – może zachęci, żeby do niej dotrzeć.

Dla piłkarek i piłkarzy – wiadomo, stadiony. Zaproponujmy wyprawę do Camp Nou w Barcelonie, Maracanę w Rio, czy może mniej spektakularnie – stadion Sewilli czy Malagi. Zawsze można kolekcjonować „stadiony”.

Dla zainteresowanych modą poszukajmy wystaw z pięknymi sukniami, butików w stylu boho czy vintage, sklepów najlepszych domów mody.

Znacie swoje dzieci, wiecie co kochają, co może się im spodobać, co je zainteresuje i to właśnie powinniście im zaproponować.

„DETEKTYW”

Nazwałam ten punkt Detektyw, bo proponuję zabawę w poszukiwania. Przed wyjazdem koniecznie oglądnijcie razem film, przeczytajcie wspólnie książkę, artykuł. Potrzebna jest historia, która wciągnie dzieci, na tyle, żeby chciały później jej śladami podążać tam, gdzie mają spędzić wakacje. Jakaś gra miejska, kolekcjonowanie jednego elementu, coś co będzie „przesuwało” dziecko do przodu.

Przed wylotem do Porto oglądnijcie wspólnie wspomnianego wcześniej Harry Potera. Kupował różdżkę w sklepie, który w rzeczywistości był księgarnią. Joanne Rowling zainspirowała się nią mieszkając w Porto. Nam to wystarczyło, żeby wstać z samego rana (bo zdjęcia wewnątrz można robić tylko przed otwarciem)  i potuptać po czerwonych schodach.

Przed Lizboną oglądnijcie „Imagine”. Ten film dostarcza wiele cennych tropów dla dzieci. Szukanie kawiarenki na Alfamie, statku turystycznego płynącego Tagiem czy portu, będzie paliwem na kilka dni dreptania po tym mieście. A wcale nie jest łatwo znaleźć te fragmenty filmu. Zmienione na potrzeby kina w rzeczywistości nie wyglądają identycznie. My zaraziliśmy tym, filmem też inne dzieci, które z tą samą zaciętością co nasze, prowadziły własne poszukiwania.

Bardzo trafionym pomysłem z naszego kraju są np. wrocławskie krasnoludki. Mapę z krasnoludkami można dostać w punktach informacyjnych lub na stronie www.krasnale.pl. To pewien rodzaj gry miejskiej. Za rozwiązanie zadań dostaje się nagrodę. Krasnoludków jest w tej chwili 324. Znalezienie wszystkich jest raczej trudne. Wystarczy jednak podążać zaproponowanymi trasami. Krasnale są bardzo wciągające i tak różne i w tylu miejscach, że spokojnie zejdziecie cały Wrocław.

Warszawa nie ma krasnoludków, ale ma tak wiele atrakcji, że tutaj nie będzie problemu ze znalezieniem pomysłu. Ale jak zachęcić dzieci do muzeów?  Tutaj rewelacyjny jest pomysł, o którym poczytacie na  123warszawiak.pl. To gra miejska z koniecznością rozwiązania zadań muzealnych. Pytania są tak ułożone, że pozostawiają wybór a muzea przestają być nudne. A do niektórych zdarzy się Wam pójść więcej niż raz, bo tak potrafią zainteresować.

„SAMODZIELNY PODRÓŻNIK”

Ten sposób wymaga od nas pójścia na pewne kompromisy. Daje jednak sporą lekcję nauki podróżowania dzieciakom. Czyli, krótko mówiąc pozwólmy im decydować.

Ustalmy razem z nimi gdzie idziemy następnego dnia, co zobaczymy, a co raczej nie. Spróbujmy przekonać do pójścia w nasze miejsca, ale dajmy im możliwość wyboru ich miejsc. Stwórzmy wspólną listę miejsc. Dajmy dzieciom mapę czy nawigację, niech prowadzą. Nawet jeśli zdarzy się nam kręcić w kółko. Niech zrobią swoje własne zdjęcia, tego co widzą, nakręcą filmik. Pozwólmy im zamawiać samodzielnie w kawiarni, restauracji. Niech spróbują swoich sił w posługiwaniu się obcym językiem.

 

Nie zapominajcie też odpocząć 😉 Nie zamęczajmy kolejnym km drogi. Usiądźcie czasami na trawie, zjedzcie lody, poskaczcie przez spryskiwacze, poobserwujcie przechodniów.

 

Magdalena Gackowska