KOPENHAGA, CZYLI HYGGE W DESZCZU

Jedno z najbardziej pozytywnych i równocześnie deszczowych miast Europy. Stolica Dani, miasto uśmiechniętych ludzi, kanałów, morza, rowerów i deszczu. Wybierałam się tam, nie wiedząc, że zastanę to czego zawsze szukam, swoje osobiste „dolce vita”. Myślałam, że wiatr, deszcz i skandynawskie stereotypy raczej nie wpasują się w radość z życia. I to był błąd. Dolce vita czy raczej po duńsku hygge, w Kopenhadze jest widoczne na każdym kroku.

DESZCZ

Dania przywitała nas deszczem i ten deszcz towarzyszył nam przez cały pobyt. Nie, nie padał cały czas i nie, nie lało. Padał słaby deszczyk, tylko czasami intensywniejszy, mniej więcej co dwadzieścia, trzydzieści minut. Na chwilę robiło się ciepło, wychodziło słońce i po tej chwili (dłuższej lub krótszej) znowu wracał deszcz. Do tego wiatr. Stylizowanie fryzur przed wyjściem z domu nie miało sensu. I tak za chwilę wszystko uległo rozwianiu i zmoczeniu. W plecaczkach nosiliśmy zawsze dodatkowa kurtkę przeciwdeszczową. Okazało się jednak, że nie tylko my. Mieszkańcy Kopenhagi noszą takie płaszczyki, nawet z przeciwdeszczowymi spodniami praktycznie na stałe.  Mają zawsze, bo podobnie jak turyści, także nie wiedzą kiedy zacznie i kiedy skończy padać. Czy jednak komuś ten deszcz przeszkadzał? No właśnie nie. Duńczycy oswoili deszcz i nie mają w zwyczaju narzekać na niego. Po prostu jest i już.

NYHAVN

Nyhavn to inaczej-  nowy port. Miejsce (jedno z kilku) gdzie toczy się życie, gdzie tłumy turystów, wymieszane z mieszkańcami miasta, stanowią ogromną wspólnotę. To jedno z najbardziej urokliwych miejsc Kopenhagi i jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc. W ciągu dnia, można spokojnie znaleźć wolne miejsce w restauracji, na brzegu, w sklepie. Po południu i wieczorem jest to już niemożliwe. No i znowu, nikt nie narzeka. Jeśli nie ma miejsca w knajpce, wtedy obrusy rozkładane są bezpośrednio na murkach, krawężnikach, chodniku. Siedzący wzdłuż kanału ludzie, z koszami piknikowymi, kieliszkami wina i nakrytym obrusem, nie dziwią nikogo. Mnóstwo ulicznych grajków, gwar turystów, przechodniów, głos kelnerów, statki, ciasnota nie stanowią problemu. Po co narzekać, kiedy można cieszyć się tu i teraz.

 

CHRISTIANSHAVN

To zdecydowanie starsza dzielnica (XVI w) Kopenhagi. Zdecydowanie też spokojniejsza od Nyhavn. Cudowna na poranny, niedzielny spacer. Szczególnie, że wyjątkowo akurat tego dnia świeciło słońce 😊 Spacer wzdłuż kanału, w stronę opery, w słoneczny leniwy poranek. Do brzegów kanału przycumowane są przeróżnej wielkości, kolorów, typów łodzie, stanowiące domy, domki, mieszkania. Na mini i maxi tarasikach tych łodzi, mieszkańcy akurat spożywali śniadanie. Po drodze podniesiono zwodzony most, żeby żaglówki mogły przepłynąć. Targ śniadaniowy, ciepłe bułeczki, wielkie czarne, drewniane, mewy, liczne łodzie, architektura, opera, widok na Nyhavn i nareszcie słońce.  W Christianshavn jest jeszcze wiele innych atrakcji, ale spacer wzdłuż kanałów dla mnie był tą najbardziej do hygge zbliżoną.

 

TIVOLI

Tivoli nie jest zwyczajnym parkiem rozrywki. To miejsce, niezwykłe. Powstało w 1843 roku i jest drugim, najstarszym parkiem rozrywki na świecie. I to widać. Wciąż działa tutaj, ręcznie sterowana kolejka górska z 1914 roku. Wciąż można obstawiać wyścigi drewnianych koników. Można jednak wsiąść do nowoczesnej kolejki, czy najwyższej karuzeli łańcuchowej na świecie. Można obejrzeć  pantomimę w teatrze chińskim, czy wysłuchać koncertu. Można zobaczyć pawie przechadzające się z maleńkimi dziećmi po trawniku. Można zachwycić się architekturą, która łączy wszystkie style w jedną spójną całość. Można zjeść lody, frytki, posłuchać muzyki, posiedzieć w parku, nakarmić ptaki. Niesamowite miejsce i nawet gdy pada deszcz można spokojnie skorzystać z atrakcji zadaszonych. Można poczuć się dzieckiem, przenieść do innej epoki i zapomnieć o współczesności.

 

ROWERY

Okazuje się, że nie tylko Amsterdam, jest stolicą rowerów. Kopenhaga jest równie mocno z tym środkiem komunikacji związana. Wszędzie drogi rowerowe, światła dla rowerzystów, drogi szerokie, stoiska i parkingi dla rowerów. Miałam wrażenie, ze Duńczycy poruszają się głównie rowerami. Ich ilość na parkingach, uliczkach, pod domami oraz zarówno ilość jak i równie istotne tempo jazdy na ścieżkach zaskakują. Tłumy. Czasami ciężej było przejść przez ścieżkę rowerową niż przez ulicę 😉  Do rowerów przymocowane są często różne konstrukcje: przyczepki dla dzieci i przyczepki transportowe. Wszędzie słychać dźwięk dzwonków rowerowych i akurat trzeba się w nie wsłuchiwać, żeby nie zostać potrąconym.

 

METRO, ANDERSEN, NOCLEGI

W Kopenhadze jest bezobsługowe metro. Tak po prostu. Ani w pociągach, ani na stacjach nie widać obsługi. Pociągi jeżdżą same. Szczególnie dla dzieci jest to wyjątkowa atrakcja. Tak sobie siedzieć przed przednią szybą wagonika, zupełnie jak motorniczy i jechać przed siebie.

Kolejna atrakcją i tym razem nie tylko dla dzieci jest oczywiście, jeden z najbardziej znanych Duńczyków na świecie Hans Chrystian Andresen. Jego postać można spotkać w sklepach, sklepikach, na pamiątkach, pocztówkach. Jest pomnik przy ratuszu, jego domy, czy mieszkania, w których żył. Jest także jego miejsce pochówku. Czyli nagrobek na cmentarzu  Assistens. W tym wypadku jest to o tyle ciekawe miejsce, że teren cmentarza jest traktowany też jako park. No i mamy coś, co z hygge i dolce vita ma sporo wspólnego – mieszkańców Kopenhagi, z kocykami, koszami piknikowymi, wózkami, małymi dziećmi spędzający wolne chwile na cmentarzu. Coś czego w Polsce raczej nie zobaczymy.  Parcele cmentarne odgrodzone są niewielkim żywopłotem a przestrzeń pomiędzy nim zostaje wolna. Jest więc trochę trawy i można na niej spokojnie zasiąść.

Musze jeszcze napisać o noclegach w Kopenhadze. Ogólnie Dania jest droga. Ceny są wysokie. Ciężko jest tym samym znaleźć fajny nocleg w niezłej cienie. Jest sporo hosteli z pokojami bez łazienek i hoteli gwiazdkowych, o wersję pośrednią bardzo trudno. My spaliśmy w hostelu Danhostel Amager. Mieliśmy troszkę drogi do niego, ale było warto. Mieliśmy pokój z łazienką, było czysto, dobre śniadania, międzynarodowe towarzystwo, bezpiecznie, przestrzennie.

 

Kopenhaga ma jeszcze mnóstwo innych miejsc, w których byłam i które polecam.

Słynną syrenkę przy wybrzeżu Langelinie. Tak bardzo znaną na świecie, że zrobienie dobrego zdjęcia jest prawie niemożliwe. Liczba chętnych i pozujących do zdjęcia jest porażająca.W pobliżu syrenki znajduje się za to piękny park Langeline, z fontanną Gefiona.

Zamek Rosenborg z pięknym ogrodem.

Pałac Christiansborg położony w centrum miasta.

Amalienborg – pałac królewski. W południe gwardziści ubrani w charakterystyczne granatowo czarne mundury z futrzanymi czapami, w rytm grającej do marsza orkiestry zmieniają wartę.

Christiania – tzw. wolne miasto w Christianshavn. Kolorowe, w miarę bezpieczne, ale jednak jakoś go nie polecam. Do mojego hygge nie za bardzo pasuje.

Rejs kanałami – to akurat pozwoliło nam przetrwać największą ulewę, która złapała nas w Nyhavn. Trzeba jednak dobrze się rozejrzeć. Łodzi, barek jest sporo, ceny są zróżnicowane i na pewno w słoneczny dzień jest lepsza widoczność, jeśli oczywiście złapiemy miejsce na zewnątrz. A cha… uwaga na głowy 😉 Mosty w Kopenhadze są bardzo niskie, tak bardzo że czasami nie wolno wstać.

Ratusz, w którym znajdziemy zegar Verdensur, zwany zegarem świata. Pokazuje wydarzenia i czas, które mają się zdarzyć przez najbliższe 570tyś. lat.

No i oczywiście warto też rozejrzeć się za muzeami oferującymi duński design.

Jest jeszcze sporo atrakcji w Kopenhadze, które chętnie zobaczyłabym ponownie czy też odkryła nieznane. Jest jeszcze trochę hygge, które na pewno przydałoby się przywieźć z Danii.

Magdalena Gackowska

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

ZapisF

Zapisz

Zapisz